Kontrowersje wokół nowej ustawy odległościowej

02 LIP, 2019 GODZ: 15:19


Ustawa odległościowa wywołała gwałtowny sprzeciw branży mięsnej i hodowlanej. Uderzyła bowiem w podstawy jej rozwoju. Zabrakło należytego wyważenia interesu publicznego z interesem prywatnym w ramach inwestowania na obszarach wiejskich. Narzucenie selektywnych ograniczeń i pominięcie interesu hodowcy nie rozwiąże, zdaniem branży, kwestii uciążliwości zapachowej.

Od lat wskazywano na potrzebę kompleksowego uregulowania problemu uciążliwości zapachowej w przemyśle i rolnictwie. Prace trwały wyjątkowo długo i niewiele wskazywało na to, aby miały się zakończyć. Choć przez ostatnie lata rządzący wskazywali na konieczność obowiązywania dwóch dokumentów: Kodeksu dobrej praktyki rolniczej z 2004 r. oraz Kodeksu przeciwdziałania uciążliwości zapachowej z 2016 r., które poświęcone były m.in. kwestii odoru, według ustawodawcy były one niewystarczające. Ministerstwo Środowiska postanowiło zaproponować regulację, która miała szybko rozwiązać przynajmniej część problemu. Niestety nie uwzględniono wielu czynników i wpływu regulacji na inne sfery życia społecznego i gospodarczego.

Projekt regulacji

Przedstawiony w I kwartale 2019 r. projekt “Ustawy o minimalnej odległości dla planowanego przedsięwzięcia sektora rolnictwa, którego funkcjonowanie może wiązać się z ryzykiem powstawania uciążliwości zapachowej” został w skrócie nazwany “ustawą odorową” lub „odległościową”. Zapisy dokumentu są obecnie konsultowane, a same przepisy miałyby wejść w życie już 1 lipca 2019 r. Według zapisów projektu, chów lub hodowla zwierząt w liczbie co najmniej 500 DJP (dużych jednostek przeliczeniowych inwentarza) będą musiały być oddalone od wymienionych w projekcie obiektów o co najmniej 500 metrów. Średniej wielkości fermy (210-500 DJP) będą z kolei lokowane odpowiednio w odległości od 210 do 500 m. Odległość ustalać należałoby nie tylko w odniesieniu do budynków mieszkalnych i budynków użyteczności publicznej, szpitali, gospodarstw agroturystycznych, ale także od granic uzdrowisk i obszarów ochrony uzdrowiskowej, parków narodowych i ich otulin.

Reakcja branży

Branża mięsna przyznaje, że temat należy uregulować oraz zgłasza szereg zastrzeżeń do projektu i sposobu jego procedowania. – Rolnikom trudno zrozumieć, dlaczego produkcja zwierzęca została objęta projektem ustawy, a wyłączono z niej składowiska śmieci, wytwórnie cementu, czy np. zakłady produkujące pustaki. (...) Naszym zdaniem nie ma przesłanek do twierdzenia, że fermy powodują  jakiekolwiek większe zagrożenia (odory), niż inne obiekty przemysłowe, przemysł ciężki, oczyszczalnie ścieków, przemysł papierniczy i wiele innych, na które nie nakłada się tego typu ograniczeń – napisał w piśmie skierowanym między innymi do ustawodawcy Aleksander Dargiewicz, dyrektor biura Krajowego Związku Pracodawców-Producentów Trzody Chlewnej. Branża drobiarska wskazuje z kolei, że dalszy rozwój tej gałęzi polskiego sektora rolno-spożywczego, jest uzależniony od możliwości rozwoju istniejących i budowy nowych ferm utrzymujących drób.

Pochopne wprowadzenie przepisów i pomijanie głosu branży uderzy w wielu inwestorów, ale też powiązane z nimi sektory. Ograniczenie rozwoju bazy surowcowej, która dziś i tak jest dalece utrudniana, spowolni rozwój i przyczyni się do stopniowej utraty konkurencyjności, tym bardziej, że nowe przepisy obejmowałyby również modernizację i rozbudowę istniejących budynków.

Piotr Lisiecki, prezes Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz, stwierdził dodatkowo, że tworząc projekt „ustawy odorowej” nie  wykonano rzetelnej analizy ryzyk związanych z konsekwencjami planowanych regulacji. Gdyby tego dokonano ustawa nie miałaby szans na dalsze procedowanie. Dodał także, że dla wielu ferm dalsza rozbudowa i/lub równoległa zmiana charakteru produkcji jest często jedyną szansą, aby utrzymać konkurencyjność na rynku. Duża część z nich jest w trakcie realizacji inwestycji lub w krótkim terminie planowała rozwój działalności, ponosząc przy tym określone nakłady kapitałowe. Taka sytuacja może doprowadzić wielu rolników do trudnych do oszacowania strat lub nawet bankructw.

Do polemiki włączył się również Witold Choiński, prezes Związku Polskie Mięso: – Nie wyobrażam sobie, żeby na wsi budować oborę bądź chlewnię w odległości 500 metrów od gospodarstwa. Byłoby to niewykonalne, nielogiczne i po prostu nie do spełnienia. Ta ustawa przyniesie jedynie straty dla małych i średnich producentów rolnych, zablokuje ich rozwój i zamknie drogę do tego, żeby mogli rozwijać swoje gospodarstwa – mówi w rozmowie z serwisem portalspozywczy.pl.

Debata z branżą 

W połowie maja na prośbę organizacji rolniczych odbyła się również debata publiczna z udziałem przedstawicieli branży mięsnej, hodowców oraz reprezentantów Ministerstwa Środowiska oraz Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Dyskusja zakończyła się głosowaniem, gdzie spośród 180 zebranych, 176 było przeciwnych projektowi ustawy. Portal farmer.pl wysłał do Ministerstwa Środowiska zapytanie, czy po zgłoszeniu tak licznych uwag ze strony branży mięsnej i hodowlanej są planowane zmiany w projekcie ustawy. W przesłanej odpowiedzi resort środowiska tłumaczy, że trwa dalsze procedowanie projektu i aktualnie nie jest możliwe przekazanie szczegółów w zakresie ewentualnych zmian w projekcie. 1 lipca jest blisko, a konsensusu nie widać.

Pozostałe artykuły

Ożywienie konsolidacyjne na rynku mięsa

Polska jest jednym z większych producentów mięsa w Unii Europejskiej przy wciąż dużym rozdrobnieniu rynku. Nic dziwnego, że sektor przejęć i fuzji nabrał w ostatnich czasach sporego...

02 LIP, 2019 GODZ: 15:02

Kontraktacja jest szansą i koniecznością

O kondycji polskiego drobiarstwa rozmawiamy z prof. Janem Jankowskim, kierownikiem Katedry Drobiarstwa Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.Instytut Ekonomiki Rolnictwa i...

02 LIP, 2019 GODZ: 14:41